MAKIJAŻOWE BŁĘDY, KTÓRE SAMA POPEŁNIAŁAM

16:00

Pomysł na ten post urodził się w mojej głowie dosyć spontanicznie – po prostu wzięło mnie na wspominki makijażowe, a raczej wtopy, które popełniałam, gdy dopiero zaczynałam się malować. Niektóre były większe niektóre mniejsze, a jednak były, dlatego dzisiaj przygotowałam dla was post o moich makijażowych wtopach, a także o błędach, które widzę u innych kobiet na ulicy. Jeżeli macie ochotę się pośmiać i poczytać jakie makijaże widniały na mojej twarzy to zapraszam do dalszej lektury.



Czarna kreska na dolnej powiece
To był zdecydowanie hit, jeżeli chodzi o imprezy. Uważałam, że taki makijaż dodaję mi „pazura” a prawda jest taka, że po godzinie ta kreska przemieszczała mi się w obrębie oka i wyglądało to tragicznie. Mama zdecydowanie odradzała mi tego typu makijaż w szczególności, że miałam dopiero 15lat, ale ja uważałam, że wyglądam świetnie, a czarna kreska na dolnej, która zdecydowanie zmniejszała mi oczy wydawała się super pomysłem.

2.      Za ciemny podkład
I to kolejna sprawa, którą niestety dostrzegam również u innych kobiet po dzień dzisiejszy. Tak naprawdę nieodpowiedni dobór podkładu zawdzięczam pewnej plotce, która mówiła o tym, że dobieramy podkład sprawdzając jego kolor z nadgarstkiem i tym sposobem nosiłam o 2-3 tony ciemniejszy podkład. Całe szczęście szybko zrozumiałam, że taka metoda doboru podkładu mija się z celem, bo twarz zdecydowanie odcina się od koloru szyi, którą mam zdecydowanie jaśniejszą od twarzy.

3.      Czarne brwi
Szczerze mówiąc, nigdy nie odważyłam się nosić tak mocnego makijażu brwi, bo widziałam, że taki kompletnie nie pasuję do mojej twarzy, a czarne brwi wyglądają u mnie dosyć śmiesznie. Nosiłam natomiast bardzo ciemny brąz, który kierował się w stronę czarnego. Pomagała mi w tym kredka, ale nie przytoczę jej marki, bo już nie pamiętam. Wtedy moja babcia zawsze się śmiała, że wyrysowałam sobie brwi, bo wyglądały jakbym je namalowała, a nie podkreśliła. Gdy zaczynałam swoją przygodę z malowaniem brwi, przyszedł czas na cienie, a tu jak wiemy sprawdzają się tylko i wyłącznie chłodne odcienie. Ja nosiłam te ciepłe. Wyobraźcie sobie jak to wyglądało… a ja cieszyłam się, że mam uzupełnione ubytki i lekko podkreślone brwi, szkoda tylko, że nie tą tonacją, która by rzeczywiście pasowała.

4.      Pajęczynki na rzęsach
To jest błąd, który zauważam na ulicy mijając kobiety. Sama nigdy nie tuszowałam rzęs do tego stopnia, aby wszystkie skleiły się ze sobą natomiast zawsze lubiłam mocno podkreślone rzęsy i to zostało mi do teraz. Staram się ich nie tuszować na tyle, by złączyły się w tzw. Pajęcze nóżki, a żeby zostały tylko i wyłącznie pogrubione, wydłużone i przede wszystkim rozdzielone. Pamiętam, że w gimnazjum mój makijaż oczu składał się z trzech pociągnięć maskarą na jedno oko. Były one tylko lekko zabarwione na czarno i praktycznie nic nie było widać, ale dla mnie to już było wystarczające, gdyż nigdy nie chciało mi się użerać z tuszem w łazience, aby zrobić dokładny demakijaż całej twarzy.


5.      Nieodpowiednie podkreślenie policzków – róż i bronzer
Róż był kosmetykiem, którego bardzo długi czas nie lubiłam ze względu na to, że nie umiałam go umiejętnie nałożyć na policzki. Zawsze miałam wrażenie, że zostawiam sobie różowy placek i nie wygląda to zbyt dobrze. Moją najgorszą zmorą były różowe kółka robione z tego kosmetyku, bo raz, że kojarzyły mi się z klaunem, a dwa z nauczycielką w szkole. Aby nauczyć się dobrze nakładać róż, nie ukrywam, że zdarzyło mi się wyjść z domu z różowymi ciapkami.

Bronzer to kosmetyk, który pokochałam od pierwszego użycia. Z racji tego, że mam wystające kości policzkowe, a bronzer tudzież puder do konturowania jeszcze bardziej to podkreśla sprawia, że ja czuję się lepiej, a moja twarz zyskuję trójwymiarowości, a dodatkowo optycznie zmniejsza moją pulchność na policzkach. Często jednak widzę wielką ciemno brązową lub wręcz ceglastą krechę, która ma za zadanie podkreślić twarz, a zdecydowanie ją postarza. Umówmy się, takie nakładanie kosmetyków tego typu nie możemy nazwać konturowaniem, a tylko i wyłącznie błędem.

6.      Powiększanie ust
Nie ukrywam, że sama bardzo często to robię, gdy maluję usta. Wydają się wtedy pełniejsze i zdecydowanie bardziej mi się takie podobają. Pomaga mi w tym konturówka, która w duecie z pomadką wygląda rewelacyjnie, natomiast nigdy nie robię tego zbyt mocno. Wyjeżdżanie bardzo mocno poza granicę ust może wyglądać karykaturalnie, dlatego starajmy się tego nigdy nie robić.
Podsumowując chciałam się z wami podzielić swoimi starymi błędami oraz tym jakie widzę na twarzach innych kobiet. Nie zdarza się to zbyt często natomiast z racji tego, że interesuję się tematyką makijażu to nie ukrywam, że zwracam na to uwagę u innych.



A wy miałyście jakieś wtopy makijażowe? Koniecznie podzielcie się ze mną w komentarzu!


You Might Also Like

2 komentarze

  1. chyba takich makijażowych błędów jest na buźkach co raz mniej jak się widzi na ulicach ;)
    PorcelainDesire

    OdpowiedzUsuń
  2. Uff, na szczęście żadnego z tych błędów nie popełniam ani nigdy nie popełniałam. Ja od zawsze lubiłam delikatne makijaże, takie, których nie było widać i do dzisiaj używam najjaśniejszego odcienia podkładu i pudru. Co do ust, to podoba mi się ich wielkość dlatego powiększanie jest zbędne, a co do rzęs to nie raz tusz sklei mi tak bardzo rzęsy, że od razu chwytam za wacik, zmywam i maluję od nowa :)

    OdpowiedzUsuń

Google+ Followers

Follow by Email